Lot nad życiem
Wąchamy się nos w nos - ja i mój los.
<< Październik 2009 >>
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031
Księga gości
 
wejdź do Pomocnika Foresty

"...nieraz się budziłem
wylękły że wszystko przeszło
że na wszystko się spóźniłem,
nie ma już nigdzie nikogo;
odwrotność tego:
czeka się, jest skupienie
na co sie czeka?
na nic,
to jest to, co jest
to jest najwięcej
i wszystko
ale i to mija
szkoda, czego szkoda?..."
Miron Białoszewski

 
To wyróżnienie, które
otrzymałam w lutym 2011
od ssilva, zakrecona052,
57markus, consuetudo,
adampoeta i zakurzonemysli.

Tu znajdziesz
moją notkę

o samodzielnym
zdobieniu paznokci.
(kliknij w obrazek)
blogi ze zdobieniem paznokci

 Historia budowy przybudówki
do przyczepy campingowej.
początek budowy
wykończenie wewnątrz

 
 Wiersz, który zajął
I miejsce
w moim konkursie
"zielone oczy"

30.XI.2010 r.

Nie wiem jak teraz żyjesz
I jak Ci to życie płynie
Odgadywać Cię będę
Pomoże mi w tym serce.

Wdzięk oczu zielonych
skromnie opuszczonych
I spod ciernistych rzęs odsłony
Wyłania się Twoja skromność
Serca ukrytego szczodrość.

Blask Twych oczu jest tajemnicą
Lśnią wiosenną błyskawicą
Ogarniasz nimi dzień,aż po kraniec
Gdy je podnosisz niespodziewane.

W wiosennej porze poznawania
Widać w nich wiele doznania
Skromne,lecz jakże zadziwiające
Ognistym strumieniem płynące.
Adampoeta
(blog autora)


zapraszam do
obejrzenia moich zdjęć




galeria interia.pl

.
Archiwum
Rok 2014
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
[ Październik ]
Wrzesień
Sierpień


.
Moje klepanie
Albumy. sobota, 31 październik 2009, 15:28

Siedzę nad starymi zdjęciami.
Taka chwila refleksji przed Świętem Zmarłych.

EM pojechał na cmentarz sprzątać groby, a ja czekam na wnuczków. Mają mi je podrzucić córki, które idą dzisiaj na Halloween. W takich momentach babcia się przydaje jak nie wiem co. Ja chętnie z nimi zostaję. Też sobie zrobimy małą zabawę.

Dla zabicia czasu sięgnęłam po albumy. Naszły mnie wspomnienia i żal po tych, którzy nas już opuścili.
A w naszych (mojej i EM) rodzinach było dużo wczesnych zgonów.
Ojciec EM miał śmiertelny wypadek w wieku 36 lat. Rodzeni bracia EM zmarli w wieku 41 i 45 lat. Dwoje dzieci ojca brata zmarło w wieku 51 i 54 lata.
W mojej najbliższej rodzinie nie było takich szybkich zgonów, ale za to dużo było wśród moich braci i sióstr ciotecznych i wujecznych. Tam szalały różne odmiany raczyska, który wykaszał ludzi w wieku 26, 32, 41, 38 i 44 lata. Patrzę na ich zdjęcia. Jak wyglądaliby dzisiaj? Jak ułożyłoby się ich życie? Byliby dzisiaj starsi ode mnie.

No cóż, z mojej półki też już dużo "biorą".
Patrzę na zdjęcia koleżanek ze szkoły, które już od dawna są na tamtym świecie i znajomych z podwórka, którym też los kazał odejść.
Stanowczo tego za dużo.
Muszę się otrząsnąć.

Chyba obejrzę teraz zdjęcia z bliższej przeszłości, czyli fotki moich wnuczków. Może wróci mi dobry humor i wyrwę się z kręgu złych myśli.
Zmieniam albumy na inne.
Ulubione sklepy EM. piątek, 30 październik 2009, 13:31

EM pojechał na zakupy.
Coś długo go nie ma. Objad to chyba będziemy dzisiaj jedli w nocy. Bywa. Dla mnie to nie pierwszyzna.

Pamiętam czasy stanu wojennego, kiedy to gniotłam kluski do zupy o godz. 1:00 w nocy. Całe popołudnie wystałam w kolejkach. Wiadomo, że wtedy stało się za wszystkim (o ile coś w sklepie było oprócz octu). Obładowana zakupami (brało się przecież wszystko co dawali, bez względu na to, czy było w danej chwili potrzebne, czy nie), głodna jak wilk wróciłam do domu wieczorem, do równie wygłodniałej rodzinki. Głodne wilczki z równie głodnym wilkiem nie miały zamiaru odpuścić wyżerki. Zakasałam więc rękawy i do roboty... Czas leciał nieubłaganie. Kluski gniotłam już na końcu, bo gotowały się najszybciej. "Obiadek" spożyliśmy o 1:30 w nocy. Późno, bo późno, ale jak smakował...

Teraz EM jeździ na zakupy. Ma jeden ulubiony sklep "u Grażynki" i tam stara się robić zakupy. Jeżeli czegoś tam nie ma, lub jest zamknięte (np. urlop) to jedzie do "tej starej k...".
Od kilku lat tak nazywa sklep, w którym kiedyś wpakowano mu między plastry szynki kilka okrojonych skrawków. Pamięta to i chyba zawsze będzie pamiętał, bo jest bardzo "pamiętliwy" jeżeli ktoś nadepnie mu na odcisk. Nie może przecierpieć tego, że w czasie krojenia, gdy ekspedientka była do niego odwrócona plecami, wrzuciła mu te obrzynki do szynki.
Sklep może zmienić właściciela lub wymienić sprzedawców, a dla EM to i tak będzie sklep "u tej starej k...). Jak robi tam zakupy to odwija papier, przegląda i wącha spakowane jedzenie.
Ha, ha, ha... Wyobrażam sobie, jak sprzedawcy muszą się wkurzać!

Wrócił. Okazało się, że u Grażynki jest zamknięte, a więc musiał zrobić zakupy u...
Spojrzałam na zięcia, a on na mnie. Mrugnęliśmy do siebie porozumiewawczo.
Dlatego tyle czasu się zeszło... wszystko jasne.
Nicość. czwartek, 29 październik 2009, 18:52
Jestem jak puste opakowanie.

Nie wiem po czym, bo jest mi to zupełnie obojętne.
Siedzę i myślę. Raczej chciałabym myśleć, bo nie mogę.
Patrzę do wewnątrz, a tam pusto. Nie mam nic w środku. Nie czuje wypełniających mnie zawsze organów.
Patrzę do głowy i widzę coś przerażającego... pustkę. Grzebię w szarych komórkach, których już też chyba nie ma, albo są głęboko uśpione. Nie mam o czym myśleć. Nie mam wspomnień ani zamiarów. Jestem tylko kośćmi obleczonymi w skórę.
Jestem lekka, nie obciążona zmartwieniami, radością ani niczym innym.
Głupie wrażenie.
Orbituję w nicości.
Czy moje wnętrze wróci do mnie?
Jestem przerażona przerażeniem, o którym wiem, ale którego nie czuję. Chyba to wszystko nie odeszło na zawsze? Dlaczego tak się stało?
Chcę wrócić do normalności.
Chcę czuć!!!
Grzybobranie. czwartek, 29 październik 2009, 11:09

Co z grzybobraniem?
W tym roku nie było grzybów nad czym mocno ubolewam ponieważ wielbiam chodzić po lesie i zbierać grzyby.
Od dziecka jeździłam z tatą do pobliskich zagajników i lasu. Nigdy nie przerażało mnie wstawanie o świcie, przemoczenie nóg i bolące plecy od schylania się pod choinkami. Zbieranie grzybów dawało mi i daje wiele radości. Teraz jeżdżę na grzyby daleko na działkę, ale za to mogę zbierać kilka dni i przygotowywać je na miejscu.
Grzybki chyba wiedzą, że je lubię i porozsiewały się na mojej działce. Co roku wyrastają tam czerwone koźlary, modrzewiaki i sitki. Przed skoszeniem trawy muszę wszystko dokładnie przejrzeć, bo lubia pochować się w dziwnych miejscach.
na mojej działcena mojej działce
Trzeba zajrzeć pod każdy krzaczek i przeszukać trawę.
Nieraz widać je gołym okiem. Nawet nie trzeba się wysilać.
na mojej działce
Fajnie jest wyjść rano na działkę i zebrać świeżych grzybków do jajecznicy. Pychotka.
Ale w tym roku grzybki nie dopisały i już chyba nie ma szans na jakiekolwiek zbiory.
Mam co prawda jeszcze zapasy z ubiegłych lat, ale nie będzie przyjemności zbierania, czego nie mogę odżałować.
Wracając z wczasów widziałam co prawda przy drodze sprzedawców grzybów, ale mieli przeważnie kurki. Innych grzybów malutko. W naszych lasach nie było grzybów. Mam bieżące wiadomości od okolicznych mieszkańców. Jak by się pokazały, to natychmiast bym była zawiadomiona. Niestety, mój telefon milczał i milczy.
Jadę jeszcze w przyszłym tygodniu na działkę. I tak muszę zakręcić wodę na zimę w moim domku, więc przelecę przy okazji po lesie. Bez tego się nie obędzie.
Może chociaż opieńki...?
Apel o pomoc. środa, 28 październik 2009, 11:22
Oto nasz kundelek.
Proszę, pomóżcie!!! Pies nam zwariował.

Mamy poważny problem. Nie wiemy co robić.
Spokojny dotąd i dobroduszny kundelek, którego córka uratowała przed widłami wiejskich dzieci i przywiozła do domu gdy był jeszcze szczeniakiem, zaczął od kilku tygodni zachopwywać się bardzo dziwnie.
Jest u nas już kilka lat i wszystko było w porządku. W domu przewija się bardzo dużo ludzi od rana do wieczora ponieważ mieszkamy na posesji gdzie jest firma moja i firma starszej córki.
Poza tym wnuki po szkole przychodzą do nas i z rodzicami jadą później do domu. Pies zna wszystkich od szczeniaka. Wszystko było w porządku i nagle...

Pies zrobił się agresywny i hałaśliwy. Szczeka strasznie głośno na wszystko co usłyszy i zobaczy. Nie wie jeszcze kto idzie po schodach a już zaczyna ujadać. Ujada na mnie, na wnuków i na wszystkich innych, a nawet na córkę, która właściwie jest jego właścicielką i dba o niego na codzień, karmi, myje, wozi do weterynarza, wyprowadza na spacer itp.
Nie da się nikomu do nikogo zbliżyć, tak jakby był o wszystkich naraz zazdrosny, a co najgorsze, warczy i szczerzy zęby. Nawet zdarza się, że kogoś lekko złapie zębami.
Zaczęłam obawiać się o bezpieczeństwo wnuków, a w szczególności najmłodszego, który ma dopiero 2,5 roczku i leci do psa pełen ufności nie zważając na jego warczenie.
Nasze polecenia pójścia "na miejsce" wykonuje z ociąganiem lub wcale. Trzeba go nieraz na siłę zapędzać. Wtedy warczy na nas i jeży włos. Nie jestem pewna, czy mnie lub córki czasami nie ugryzie.

Zastanawialiśmy się z czego to mogło wyniknąć, ale nie możemy znależć jakiegoś konkretnego powodu. Nic w naszym postępowaniu w stosunku do niego się nie zmieniło.
Poza tym zaczął nam od czasu do czasu sikać w domu, co dotychczas mu się nie zdarzało. Na pewno nie jest to spowodowane nie wyprowadzaniem go na dwór, ponieważ potrafi obsikać fotel tuż po powrocie ze spaceru. Na przykład jak ja wyjdę do firmy to po powrocie stwierdzam, że zasikany jest fotel przy komputerze. Zasikuje też fotel, w którym EM zazwyczaj siedzi, ale tylko podczas jego nieobecności. Jak wszyscy wyjdą z domu (co dosyć rzadko się zdarza, bo zazwyczaj ktoś w domu jest) to po powrocie stwierdzamy, że nasadził kupę na środku pokoju.

Od kilkudziesięciu lat mieliśmy różne pieski w domu, ale takiego problemu nie mieliśmy z żadnym.
Nie wiemy co robić. Uszy już mi pękają od jego ciągłego wycia i szczekania. No i obawiam się, że w końcu komuś zrobi krzywdę.
Może ktoś spotkał się z takim problemem i podpowie nam co mamy robić?
Będę bardzi wdzięczna za rady.
Jeżeli pomocne może być zdjęcie, to umieściłam go przy tej notce.
Po zabawie. wtorek, 27 październik 2009, 11:47
Hej, zabawa, zabawa...
Impreza, impreza i już po imprezie.
Jakoś ją przeżyłam. Po tych garściach leków, które przyjęłam poczułam się troche lepiej. Gorąca atmosfera zabawy doleczyła mnie chyba do końca, bo bawiłam się bardzo fajnie i nic mi nie było.
Może rozgrzałam się w tańcu? Nieważne. Ważne, że było dobrze.

W pewnym momencie na sali zabrakło mężczyzn. Nie wiedziałyśmy co się stało. Okazało się, że wszyscy polecieli biegiem do baru obejrzeć walkę Gołoty. Kiedy wrócili to wszyscy mieli powody do picia. Jedni pili z żalu, a drudzy z radości - zależy jak kto obstawiał walkę.

Muzyk trafił nam się z taką facjatą, że lepiej było na niego nie patrzeć, ale muzyczka była fajna. Umiał trafić w nastrój gości.
W swoich szpilkach wytrzymałam tylko do północy, ale wiadomo, że pierwszy efekt się liczy. Do północy to i tak długo.

Impreza miała być do godz. 6:00 rano. I tu wystąpił problem. W nocy była zmiana czasu i nagle okazało się, że o dawnej 6:00 będzie dopiero 5:00. No i nie wiadomo było, czy impreza skończy się o "dawnej" czy o "nowej" godzinie. Pozostawiliśmy to losowi i okazało się, że zrobiliśmy dobrze. O "dawnej" szóstej ludziska byli już tak pomęczeni i "dojrzali", że impreza zakończyła się samoistnie.
W końcu to 10 godzin pełnych szaleństwa. Bo zapomniałam napisać, że nasze towarzystwo zalicza się do "zabawowych" i parkiet nawet przez chwilę nie jest pusty. No, chyba że dają gorący posiłek lib tort.

W niedzielę musiałam się sprężyć, bo miałam trochę gości z imprezy w domu. Kurowaliśmy się pysznym gorącym rosołkiem, który EM ugotował w sobotę. No i kilka kliników w ramach leczenia.
Stopy pod spodem piekły jak diabli, ale w końcu dzień dobiegł końca i w domu zapanował spokój. Można było wreszcie naprawdę odpocząć.

W poniedziałek zaziębienie wróciło nagle ze zwiększoną siłą. Od wczoraj znowu szpikuję się lekami, ale chyba trzeba będzie zawołać lekarza, bo sama nie dam sobie z tym rady.
Poczekam jeszcze do popołudnia.
Kłopot. czwartek, 22 październik 2009, 14:20

      Wstałam chora.
Chyba zaziębiłam się na wczorajszych zakupach. W sklepach gorąco i człowiek się zgrzewa. Potem wychodzi się na ulicę, a tam wczoraj było niezbyt przyjemnie.
Kurcze, w sobotę impreza !!! Coś trzeba zrobić.

EM przywlókł z apteki jakieś sterty proszków, syropów i musujących płynów. Nienawidzę tego, ale co mi pozostaje? Nie mogę iść na imprezę zasmarkana i kaszląca. Leczę się więc. Chyba mam gorączkę ale nie mam czym zmierzyć, bo okazało się, że termometr jest, ale stłuczony. Zawinęłam się w koce, naćpałam lekami i czekam na pozytywne rezultaty... EM pojechał po termometr. Mam nadzieję, że nie skończy się na wizycie u lekarza. Dawno nie byłam chora i wszystkie leki z apteczki (takie receptowe) okazały się przeterminowane.

Co za pech.
Rozbiera mnie na dobre. Chyba wyjdę z tych kocy i położę się do łóżka. Nasmaruję się i może takie rozgrzanie mi pomoże.
Nie żyje już moja kochana babcia, która stawiała mi zawsze bańki. Co prawda raz podpaliła mi plecy, ale każdemu może się zdarzyć.
No dobra, koniec pisania.
Walę się do wyra, bo głowa zaczyna mi pękać.
Doroczna imprezka. środa, 21 październik 2009, 18:21
Zabawa tuż, tuż.
Organizujemy ją każdego roku pod koniec października, bo to okres, kiedy raczej wszyscy powracali już z wakacji i są w domach.
Dziwna ta nasza impreza. Wymyśliliśmy ją kilka lat temu i przyjęła się. Teraz to już tradycja.

Mamy sporą rodzinę. Wszyscy wyprawiali imieniny u siebie w domu. Niektórzy nie bardzo mieli gdzie pomieścić wszystkich gości, a już na pewno nie mieli gdzie ich przespać. A nieraz trzeba było pokonać odległość ponad 100 km w tą i z powrotem. Kierowca o piciu na imprezie mógł zapomnieć i ogólnie impreza była krótka, bo dużo czasu traciło się na dojazd i powrót do domu.
Dodatkowo przy dużej ilości gości solenizanci byli totalnie wykończeni przygotowaniami i sprzątaniem po imprezie. Co to dla nich było za święto?

Wymyśliliśmy więc tak:
- nikt nie wyprawia imienin w terminie wypadającym z kalendarza
- wszyscy razem wyprawiamy imieniny jednego dnia, pod koniec października (zawsze w sobotę)
- wynajmujemy lokal w porządnej restauracji z hotelem
- wynajmujemy muzykę
- każdy solenizant płaci za siebie i swoich zaproszonych gości
- żeby impreza była większa i weselsza, dopuszczamy wykupienie dodatkowych miejsc przez naszych przyjaciół
- wynajmujemy pokoje dla tych, którzy nie mają jak wrócić do domu.

Mamy z tego same korzyści:
- Solenizanci się nie umordują przygotowaniami i mają przynajmnie należne im święto na wysokim poziomie.
- Mamy świetną kuchnię i obsługę kelnerską.
- Możemy się wystroić i naprawdę dobrze pobawić przy muzyce zamiast gnieść się na ławkach przy stole, albo siedzieć na brzegu regału przez kilka godzin.
- Nie mamy problemu z powrotem do domów, bo od 6:00 rano (tak kończy się impreza) do 12:00 (trzeba opuścić pokój) możemy się wyspać.
- Nie musimy sprzątać po imprezie.
- I na dodatek wychodzi nam taniej niż tradycyjne imprezy domowe.

Imprezka liczy zazwyczaj około 50 osób, a zabawa jest przednia.
No i właśnie w sobotę odbędzie się impreza tegoroczna.

Dzisiaj byłam na zakupach. Kupiłam strój. Latałam po sklepach 10 godzin i jestem totalnie wykończona. Klapłam więc z kawką przy komputerze.
Na dodatek nie tak do końca jestem zadowolona z zakupów i nie wiem, czy nie będę jeszcze czegoś zmieniała.
A czasu mało.
Psia pamięć. niedziela, 18 październik 2009, 14:01
Ciekawe ile czasu pies pamięta swojego poprzedniego właściciela?

Byliśmy wczoraj z wizytą u dawno nie widzianych przyjaciół. Trzy lata temu daliśmy im młodego wilczka, który był synkiem naszej pary owczarków niemieckich.
Wychowany był przez nas od urodzenia, hołubiony i uwielbiany przez wszystkich.
Niestety, nie mogliśmy mieć trzech piesków, więc poszedł w ślady swojego rodzeństwa, czyli został oddany w dobre ręce.

Moi przyjaciele są małżeństwem bezdzietnym i wilczek od początku był traktowany jako członek rodziny. Zakochali się w nim.
Wczoraj ja opowiadałam o dzieciach i wnukach, a oni o Brutusie, bo tak się wabi ich pies.

Kolega chciał się nim pochwalić, pokazać jaki jest duży, ładny i mężny.
Dobrze, że założył mu kaganiec, bo zaraz po wejściu do pokoju pies usiadł obok stołu i bacznie się nam przyglądał. Nawet nie wyglądał groźnie. Wydawało się, że rozumie co o nim mówimy.
Nagle EM, który uwielbia swoje pieski, i który w domu sprawuje nad nimi opiekę, wyciągnął rękę do Brutusa. Ten nagle zaatakował. Rzucił się na EM i o mało nie przewrócił go razem z krzesłem. Nie mógł go ugryźć bo miał kaganiec, ale uderzył go nim tak mocno, że siniak będzie nie najgorszy.
Został zaraz wyprowadzony przez kolegę, ale rwał się cały czas do EM. Gdyby nie miał kagańca to chyba by go zagryzł.

EM był rozżalony. Myślał chyba, że pies będzie go pamiętał ze swojego pierwszego okresu życia, ale chyba pies tak długo nie pamięta.
Tłumaczyliśmy mu to, ale on i tak był rozżalony.
Witaj śnieżku. środa, 14 październik 2009, 10:23

Pada śnieżek.
Wyjrzałam rano przez okno i nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam. Zaczęło się robić biało.
Jeszcze w piątek chodziłam w krótkich spodenkach i bluzeczce na ramiączka. Wprawdzie Wysokie Tatry przywitały nas mgłą, deszczem i zimnem, ale nie pomyślałam, że za trzy dni będzie padał śnieg. Dopiero połowa października. Czyżby już na stałe zima zawitała u nas, czy może to takie przypomnienie z jej strony? Ostrzega wszystkich, że jest blisko. Szczególnie drogowców.

Po powrocie było mi ciągle zimno. Nie mogłam się zaaklimatyzować. Nakładałam na siebie pół szafy i ciągle byłam zmarznięta. EM starał się mnie przekonać, że na termomentrze w domu jest 19 stopni i nie powinno być mi zimno, ale nie poprawiało to wcale mojej sytuacji. Było mi zimno i już!!! W końcu wczoraj zrezygnował i poszedł włączyć centralne. A dzisiaj się przyda jak nie wiem co.

Trochę mnie przeraża myśl, że to już początek zimy. Na działce mam nie odłączoną wodę, a nie mam teraz kiedy tam jechać. No i te rachunki za gaz!!! Płaci się coraz więcej. Przy ogrzewaniu domu i firmy płacę kilkutysięczne kwoty, które coraz trudniej zarobić. Wiadomo - kryzys.

Lepiej wyłażę z tego okna, zajmę się pracą i nie będę myślała o zimie.
Moje nerwy na drodze. wtorek, 13 październik 2009, 17:01
Wróciłam z urlopu i od razu zaczynam narzekać..
No bo droga mnie zdenerwowała. A właściwie nie droga, tylko to co przy niej widziałam.
Co kilka kilometrów świadectwo śmierci.



Tablice nagrobkowe, albo postawione przy drodze krzyże, a w niektórych przypadkach całe małe nagrobki z krzyżem, zdjęciem i nazwiskiem. Na nagrobkach wieńce i znicze.


 
Jestem przeciwna takim praktykom. Gdyby w każdym miejscu śmiertelnego wypadku stawiano krzyże, to jechalibyśmy aleją na cmentarzu a nie drogą.
Za każdym razem jak widzę takie "miejsca pamięci" to psuje mi się humor.
Mogę jeszcze zrozumieć jeżeli jest to w miejscu naprawdę niebezpiecznym, bo może służyć jako przestroga, ale nie mogę zrozumieć w jakim celu stoi takie coś przy prostej drodze. Czemu to ma służyć, o ile w ogóle ma to czemuś służyć. Czy ma to nas przestrzegać przed jazdą samochodem i uświadamiać nam, że nawet na prostej drodze można się zabić?

Nie wiem co o tym sądzą inni ludzie, ale według mnie nie powinno to być dozwolone. Miejscem do tego przeznaczonym jest cmentarz. Tam możemy zapadać w zadumę stojąc nad grobem znanego nam człowieka. W czasie jazdy samochodem potrzebna jest raczej wesoła muzyczka i dobry nastrój. Szczególnie jeżeli do przejechania jest kilka tysięcy kilometrów.
Wyszukiwanie - rezultaty odczytasz na dole strony
Wyszukaj w tym blogu:
Fraza:
Od kalendarz do kalendarz
 
O mnie
foresta5
62
Słówko o mnie
Zbliżam się powoli do krańca mojej drogi. Oglądam się coraz częściej za siebie i analizuję swoje życie. Wspominam dobre i złe chwile, moje smutki i radości.
Zobacz mój profil
Oddaj głos na mojego bloga!
Aktualna liczba głosów:
 
2575
Oddaj głos na szablon!
Aktualna liczba głosów:
 
33459
Statystyki
Odwiedziło mnie -
 
55723
Wygadało się -
 
4611
Zostało w księdze:
 
54
Moja rozrywka:
♦♦♦

Tymi ścieżkami biegam:
♦♦♦
Oto kilka stworzonych
przeze mnie avatarów.
Może ktoś skorzysta.
Zapisz avatar na swoim
komputerze za pomocą
prawego przycisku myszy.





 




Chcesz zobaczyć więcej
moich avatarów?
Kliknij tutaj
.

Nie oczekuję już...
Taki sam
 

 
Zobacz serwisy INTERIA.PL